rp1ceh6dqi8l3ehbyv3sbu6287r4a8 5 drobnych rzeczy, które wkurzają mnie na studiach

5 drobnych rzeczy, które wkurzają mnie na studiach

Aktualizacja: 19 wrz 2018


Ilu studentów, tyle historii o studiach. Jednym ta intelektualna przygoda się podoba, innym niezbyt, ale na pewno każdy znajdzie coś, co go na uczelniach, na stancjach czy w akademikach, na zajęciach i ogólnie na studiach wkurza. Jasne, jest sesja, jest stres, nauka, jest przerost administracji – to duże problemy, w zasadzie oczywiste, więc w tym tekście chciałbym skupić się na mniej widocznych, drobnych rzeczach, które denerwują w powszednie akademickie dni.


1. Brak przymusu rozleniwia


Szkoła tym się różni od studiów, że na lekcję rzeczywiście trzeba chodzić. Po raz kolejny więc wyłączasz budzik mówiąc sobie, że jeden wykład i tak nie ma znaczenia, a poza tym nie ma sensu na niego chodzić, bo i tak będziesz siedzieć na telefonie, a do egzaminu pożyczysz notatki. Rzeczywiście, często pozwala się to wyspać albo lepiej wykorzystać czas, a więc jest dobrą opcją, ale czasem przychodzisz na jakiś wykład w środku semestru i wszyscy naokoło oddają jakieś eseje na zaliczenie, a Ty nawet nie masz z wykładowcą dogadanego tematu. Poza tym, niektóre zajęcia są naprawdę ciekawe, więc choć nie trzeba się na nich pojawiać, to warto, skoro już studiujesz ten kierunek. No, ale sam fakt, że najczęściej nie ma zewnętrznego przymusu, aby wstać na wykład, rozleniwia i demotywuje. Przez to (o ile jesteś w stanie zapamiętać informacje słuchając i notując słowa wykładowcy) dokładasz sobie pracy przed sesją – choć nie zawsze, oczywiście – i tracisz być może okazję na wgłębienie się w konkretny temat. A rozleniwienie przenosi się też na inne dziedziny życia.

2. Gdzie szukać informacji/tekstów naukowych? Każdy licealista to wie!

Referaty czy eseje pisze się już, rzecz jasna, przed studiami, jednak w szkole średniej najczęściej wystarczą informacje znalezione przez zwykłe wyszukanie w Google albo w jakiejś jednej książce, encyklopedii. Natomiast na studiach, co nie dziwi, nauczyciele oczekują tekstów bardziej naukowych, profesjonalnych, z przypisami, bibliografią – a przede wszystkim z sensownymi źródłami, więc nie weźmie się informacji z jakiegoś popularnonaukowego filmiku czy tekstu na blogu, lecz raczej z poważnego artykułu naukowego. Dlatego przydałoby się, żeby każdy na początku miał zajęcia przybliżające ogólne zasady pisania takiego tekstu, a także opisujące np. używanie baz tekstów naukowych jak Google Scholar, Ebsco czy Jstor (czy do czego tam dana uczelnia ma dostęp) lub chociaż wyszukiwarek tekstów dostępnych na stronach uczelnianych bibliotek. W przeciwnym przypadku trzeba liczyć na pomoc wykładowców albo szukać rzetelnych informacji w zwykłym Googlu. Niestety, takie rzeczy trzeba najczęściej odkryć samemu.


3. Problemy z pracami dyplomowymi


Taka rozrywka, jak pisanie pracy licencjackiej (nie mam doświadczenia z pracami inżynierskimi ani magisterskimi, ale pewnie wygląda to podobnie) nie jest co prawda takim wyzwaniem, jak wygląda na początku studiów i w zasadzie jedyna trudność to wygospodarować na to czas. Sam ten obowiązek nie jest dla mnie wkurzający, lecz jest wiele spraw związanych z tym aspektem, które z kolei łatwo podnoszą poziom stresu. Jest to np. proces poszukiwania promotora. Jeśli nie wiesz, z jakiej dokładnie dziedziny chcesz pisać, to w zasadzie trudno wybrać, do kogo się zgłosić (nie wspominając już, że ktoś taki może się nie zgodzić, mieć pewne wymagania, itp.). Wielu ludzi na trzecim roku wciąż nie ma u kogo pisać. Poza tym promotor promotorowi nierówny. Niektórzy są mało „troskliwi” i po wybraniu tematu w zasadzie możesz się z nimi nie kontaktować aż do tygodnia przed terminem składania prac, często też nie narzucają żadnego tematu, więc musisz go sam wybrać, a potem i tak nie przeczytają niczego poza stroną tytułową i wstępem twojego dzieła. Inni z kolei wymagają przesyłania regularnie nowych kawałków tekstu, potrafią czepiać się stylu czy wybranych źródeł i ich ujęcia w pracy. Niektórzy zaś pomagają w znajdowaniu informacji, sprawdzają poprawność przypisów i bibliografii, są ogólnie pomocni. Trzeba więc włożyć pewien wysiłek w znalezienie takiego promotora, który akurat Ci będzie pasował.



Źródło: instagram.com/kot_student

4. Kształcimy pracowników czy naukowców? Ani jednych, ani drugich


Jasnym jest dla mnie, że wiele kierunków powinno przekazywać twarde umiejętności i to takie, jakie są użyteczne na rynku pracy – myślę tu w szczególności o kierunkach politechnicznych i innych inżynierskich. I pewnie często tak jest - ok, takich kierunków się nie czepiam. Ale w wielu bardziej społecznych dyscyplinach jest sporo niekoniecznie przydatnej matematyki (nie mówię o statystyce – to się akurat może przydać) oraz pewnej twardej wiedzy do wykucia, którą szybko się zapomina, a zajmuje nam czas. Ponadto nie przykłada się wagi do wykształcania coraz cenniejszych umiejętności miękkich, interpersonalnych. Poza tym pamiętajmy, że poza dziedzinami, o których na początku pisałem, większość pozostałych kierunków to jednak rzeczywiste dziedziny nauki. Co za tym idzie – programy studiów i sylabusy przedmiotów powinny być jak najbliżej tego, jak dana dyscyplina naukowa wygląda obecnie, nie pomijać najnowszej problematyki. Tymczasem często uczymy się całe studia o rzeczach odkrytych dziesiątki lat temu (pewna doza historii dyscypliny jest, rzecz jasna, konieczna) i nigdy nie dochodzimy do teraźniejszego dyskursu i odkryć, chyba że w formie dygresji. Studia też często zupełnie nie przygotowują do rozwijania się naukowo w danej dziedzinie, w zasadzie poza pracami dyplomowymi można przejść przez wiele kierunków bez napisania tekstu naukowego. Oczywiście jest to spore uogólnienie, są kierunki nowatorskie, są też programy dostosowane do nowoczesnej nauki, a z kolei inne nauki nie pozwalają szybko zająć się współcześnie popularną problematyką. Warto jednak podać przykład bliskiej mi ekonomii, gdzie na większości polskich uczelni studenci uczą się ciągle podejścia klasycznego (neoklasycznego), gdy tymczasem w światowych ośrodkach naukowych prężnie rozwijają się nurty niemainstreamowe (heterodoksyjne) – czego przykładem ostatni nobliści, np. R. Thaler – o których to polscy studenci słyszą niewiele i najczęściej późno, już po przyjęciu sporej dawki często obalonych już klasycznych twierdzeń.


5. Niejasności administracyjne i zamieszanie organizacyjne


Nie chodzi mi tu o kolejki do dziekanatu czy fakt, że przy internetowych zapisach na przedmioty wywalają się serwery – to jestem w stanie zrozumieć i łatwo wybaczam. Bardziej chodzi o drobne sprawy – np. gdy przy zapisach na obowiązkowy dla danego kierunku i semestru przedmiot nie ma miejsc dla wszystkich osób, które muszą się na niego zapisać. A bo ktoś nie zauważył albo przez przypadek otworzono od razu możliwość zapisu dla ludzi spoza kierunku. Inny przykład: gdy uczelnia otwiera dwa przedmioty o identycznej nazwie i tematyce – a że nie na ten chodziłeś/aś, dowiadujesz się np. pół roku później przy składaniu pracy dyplomowej. Wkurzają sytuacje, gdy zapiszesz się na przedmiot, ale potem okaże się, że nie będzie on otwarty (lub nie będzie dostępny w tej godzinie lub u tego wykładowcy, do którego się zapisałaś/eś), bo za mało ludzi było chętnych – nikt Cię o tym nie poinformuje, więc łatwo to przeoczyć, a potem trzeba stać w kolejce do dziekanatu z podaniem. Co do podań, to denerwuje fakt, że uczelnie wprowadzają możliwość składania ich przez systemy internetowe, ale żeby mieć pewność, że ktoś spojrzy na twoje podanie, i tak lepiej je samemu zanieść. Niejasne regulaminy, niedoinformowanie, sprzeczne wiadomości i zamieszanie organizacyjne – najczęściej i tak najlepszym źródłem pomocy i informacji będą starsi studenci, ale ciągłe poleganie na nich bywa uciążliwe.

No, to już koniec tych narzekań! Moim celem nie było roztaczanie poprzez ten tekst czarnej wizji studiów i zniechęcenie Was, lecz raczej pośmianie się z tych małych problemów, które potrafią wkurzyć. Poza tym, skoro już wiecie, co może Wam się przydarzyć, to możecie się na to przygotować lepiej, niż ja i zapobiec wkurzaniu się.


681 wyświetlenia
  • Facebook - Biały Krąg
  • Instagram - Biały Krąg
  • YouTube - Biały Krąg

Każda złotówka się liczy, jeśli chcesz pomóc zrób przelew na numer konta podany poniżej tytułując go "Darowizna".
Dziękujemy <3

Numer konta: 23 1750 0012 0000 0000 3845 7958

STOWARZYSZENIE STUDIA NA HORYZONCIE

KRS: 0000696945

NIP: 7010718547​
REGON: 368393738


kontakt@studianahoryzoncie.pl

ul. Marszałkowska 58
00-545 Warszawa

2016-2019 Studia na Horyzoncie made with <3